• Iść za głosem swojego serca - rozmowa z Agnieszką Musiał

  • Podobna do tej, która śpiewa o poranku - Agnieszka Beszłej i Guadalupe

  • Ze służbą jej do twarzy

  • Sceny Miłości - rozmowa z Magda.leną Frączek

  • Na miłość nie trzeba zasłużyć – rozmowa z Małgosią Hutek

  • Mieć misję - wywiad z Elą Jakubek

  • Żyć w ciekawych czasach - rozmowa z Julią i Grzegorzem Kopalami

Copyright 2018 - Custom text here

Niebanalne Dni, niebanalne historie

  

     Co może się zdarzyć, kiedy wyjdzie się ze swojej strefy komfortu, zgodzi się na to, by przestać planować i zacznie się uważniej patrzeć, słuchać i ufać? Tych historii w innych mediach nie przeczytacie - działy się często gdzieś obok, w ciszy, w spotkaniu, w zaskoczeniu, w obdarowaniu.

papiez1

Kiedy w życiu jest potrzeba, by przy bardzo angażującej codziennej pracy z ludźmi tym razem jednak odpocząć od tłumów, to tylko to, że jest się potrzebnym np. jako wolontariusz w parafii i wokalista podczas koncertu może przekonać, by zaangażować się bardziej. Efekt tego taki, że Pan Bóg stawia w miejscach, gdzie niekoniecznie jest tłoczno, ale gdzie można przez chwilę uczestniczyć w historii drugiego człowieka i mimo tłumu znaleźć miejsce na indywidualne spotkanie, często z zupełnie nieznajomymi ludźmi, które wiele potrafi zmienić.

Pomylone identyfikatory

Kawał drogi przejechać, żeby odebrać pakiet ŚDMowy, a potem okazuje się, że w środku jest identyfikator, ale nie nasz i trzeba w dniach zapełnionych aktywnością od rana do wieczora znaleźć czas, by jechać z powrotem po właściwy identyfikator. Oto, jakie sytuacje Pan Bóg aranżuje, żeby móc się spotkać z kimś, z kim chciało się zobaczyć i porozmawiać od dwóch miesięcy – pozwala, żeby on dostał Twój identyfikator, a Ty jego. Przypadek? Nie sądzę ;)

My mamy zegarki, oni mają czas

Umówili się na 23, wrócili wpół do pierwszej. Mszę planują na 11 – zaczęła się o dwunastej. Wchodzą do kościoła i robią raban. Taka właśnie włoska codzienność. Jedna Włoszka zostawiła komórkę u gospodarzy i chciała ją odzyskać za dnia. Poprosiła włoskich wolontariuszy o pomoc. Ci poprosili nas o telefon do gospodarzy. Zadzwoniliśmy do pani, obiecała podwieźć komórkę. W międzyczasie Włoszka już kilka razy pytała, czy wszystko się uda. Jak już wiedzieliśmy, że pan gospodarz wiezie nam jej komórkę, Włoszka nagle ulotniła się pośród czterystu innych Włochów. Ani my, ani włoscy wolontariusze jej nie mogliśmy znaleźć. Potem okazało się, że pan gospodarz z komórką już był i pojechał. Na szczęście komórka została wręczona koleżankom Włoszki, zanim więc znaleźliśmy ją samą, komórka trafiła już w jej ręce. Innym razem organizacja obiadu – wyjście miało być przed dwunastą (obiad umówiony w restauracjach, więc czekają na naszą grupę). Włosi dogadywali się najpierw w kościele na temat spraw bieżących (każdy mógł przez mikrofon zgłosić swoje pomysły i obawy, dzięki czemu dodatkowe, nieplanowane spotkanie opóźniło wyjście o godzinę, a po modlitwie jeszcze przez kolejne minuty trwała dyskusja, jak się podzielą, kto gdzie i z kim idzie. W końcu ruszyliśmy – chodnikiem, ulicą, beztrosko więc trzeba było mieć oczy wokoło głowy, żeby nikomu nic się nie stało. Dotarli spóźnieni około godziny i jeszcze mówili, że zjedliby coś innego niż dla nich przygotowano. Kiedy indziej poszli do centrum w 120 osób, a wracali w 30, bo 90 osób się włoskiemu przewodnikowi zgubiło. Każdego dnia inna historia, każdego dnia można było zapomnieć o planie, aż w końcu sami nam powiedzieli: „Wy macie zegarki, my mamy czas”. Mimo tego codziennego zamieszania i potrzeby ogromnej elastyczności i cierpliwości oraz treningu zgrania i skuteczności – poznaliśmy świetnych ludzi i była to ogromna radość, móc służyć naszym Włochom jako wolontariusz.

Kto wezwał policję?

Stoimy z grupką Włochów, wracających już do domu i czekamy na ich koleżankę, która się zgubiła. Chwiejnym krokiem podchodzi pan i pyta po polsku, skąd są nasi pielgrzymi. Prosimy grzecznie, by pan odszedł. Nie skutkuje, co więcej, pan próbując złapać pion rozpoczyna rozmowę…płynnym włoskim. Za chwilę jednak podchodzi jego kolega i zaczynają już być natarczywi. Straszymy ich policją. I w tym momencie słyszymy: „Panowie pójdą z nami, jakiś dokumencik jest?”. Dziewczyny z Włoch pytają, kto wezwał policję. Jedyna odpowiedź, która przychodzi nam na myśl: „God!”.

Przypadkowe spotkania

Żeby dojść na próbę przed koncertem na Błoniach trzeba było iść z mostu Grunwaldzkiego pieszo. Niespodzianka po drodze – ulica Zwierzyniecka zamknięta na całej długości, wraz z jej przedłużeniem aż do Salwatora, co oznacza, że nie da się dojść na Błonia aż do otwarcia ulicy. „Przepuści mnie pan na drugą stronę?” – pytam pierwszego, drugiego, trzeciego, czwartego policjanta. Każdy odpowiada, że nie, a czwarty dodaje: „Jakbym panią przepuścił, to by mnie zastrzelili”. „Osłonię pana” – odpowiadam i dopytuję co się tutaj będzie działo. Okazuje się, że za chwilę tędy…będzie przejeżdżał papież. Nie planowałam tego spotkania, a jednak.

papiez

To nie było ani pierwsze, ani ostatnie takie przypadkowe spotkanie, a spotykało się nie tylko papieża, ale i innych wyjątkowych ludzi, np. osoby, których się nie widziało kilka lat, a za które się ostatnio modliło, księdza w Parku Jordana, który akurat znał odpowiedzi na pytania, na które mało kto potrafi odpowiedzieć. Ważne tylko, by wykonać pierwszy krok, nie odejść, nie przechodzić obojętnie, nie udawać, że się nie widzi.

Przyjaciela mam

Ile razy w życiu śpiewaliście ten utwór? Pewnie wiele. A ile razy mieliście okazję zaśpiewać go na scenie wspólnie z Mate.o i to na Błoniach, zaraz po Drodze Krzyżowej z Franciszkiem? To ogromna radość móc śpiewać w takim miejscu, dla tak licznego, międzynarodowego grona ludzi, z takiej okazji i z takimi osobami. I tutaj można by wymienić wielu artystów polskiej sceny chrześcijańskiej, którzy oprócz tego, że są charyzmatyczni na scenie, to również są Niebanalnymi ludźmi. I nawet jeśli czytają to teraz artyści, którzy często śpiewają ze sobą na scenie w różnych składach i już trochę się znają, a może nawet koncerty i spotkania stają się dla nich rutyną – drogi artysto, czy czerpiesz radość ze spotkania ludzi, którzy są zwykłymi osobami tak, jak ty, a równocześnie są wyjątkowi – tak jak i Ty? I czy poza wspólnym oczekiwaniem, a potem muzyczną współpracą jest to prawdziwe spotkanie, skupienie na drugim człowieku, czas wykorzystany na czerpanie nawzajem w miłości ze swojej wyjątkowości?

Przyjaciela mam 

Siódmy rząd

“Mamy miejsca w sektorze 0” – tego się nie spodziewałam. Skoro można przeżywać Drogę Krzyżową blisko papieża, to czemu nie być jeszcze bliżej. Podeszłyśmy przed sam ołtarz i głośno wyraziłyśmy tą chęć, wśród mocno zatłoczonych już pierwszych rzędów, zajętych przez biskupów. Jeden z nich to usłyszał: „Mam obok siebie dwa wolne miejsca, chodźcie”. I w ten sposób dostałyśmy możliwość przeżywania Drogi Krzyżowej w strefie O, w siódmym rzędzie, przed samym ołtarzem, dobrze widząc papieża i do tego poznając radosnych i otwartych biskupów. Zaraz ktoś napisze – a ja byłem bliżej, a ja papieża uściskałem, a ja mam z nim selfie – to dobrze, cieszę się Twoją radością. Ja nawet nie sądziłam, nie planowałam, nie oczekiwałam, a tymczasem otrzymałam taką niespodziankę. Każdy z nas ma taki "siódmy rząd", nieoczekiwany, zaskakujący prezent(zresztą nieprzypadkowo 7 w Biblii oznacza pełnię). Trzeba tylko odważyć się marzyć. To była piękna i mądra Droga Krzyżowa.

„Musimy być mocni mocą nadziei”

Maciek zmarł na raka parę tygodni przed ŚDM. Swoim cierpieniem dał ogromne świadectwo, zwłaszcza, że pozostawał w tym radosny i niósł nadzieję innym. Na koncercie na Błoniach, na którym śpiewaliśmy po Drodze Krzyżowej miało nie był już większych mediów, więc pojawiła się również prośba żeby nagrać jeden szczególny utwór („Twoja Miłość”), który był zadedykowany Kindze chorej na raka. To modlitwa za nią, dodanie nadziei i otuchy. To również zaproszenie do tej indywidualnej historii konkretnego człowieka. Przez tą prośbę, przez ten utwór i przez modlitwę za nią jej historia stała się mniej anonimowa. Kiedy dzień później okazało się, że organizm potrzebuje totalnego resetu i nie ma opcji, by być na Brzegach, kiedy przez cały dzień nic się nie poprawiało i przybliżyła się perspektywa zakończenia ŚDM za SORze, wtedy ofiarowanie cierpienia właśnie za powierzoną naszej modlitwie Kingę nadało wszystkiemu sens i zmieniło trochę optykę patrzenia. Cierpienie może być dobrze wykorzystane, pamiętajcie o tym, kiedy Was dotyka.   

 Twoja Miłość

Przenośny telebim

Z perspektywy Plant i Piłsudskiego nie wyglądało na to, żeby pod oknem papieskim był tłum, więc choć to nie było w planie, postanowiłam podejść bliżej… i w ten sposób trafiłam w samo oko cyklonu. Ścisk, tłok i zniecierpliwienie oczekiwaniem na papieża, który nie wychodził o umówionej godzinie. A że tłum ostatnio mi nie służy, trzeba było się szybko ewakuować. Na drodze stanęły barierki. „Pomożemy przejść do nas” – usłyszałam z tłumu po drugiej stronie. Szybko wyciągnęły się w moją stronę ręce i już byłam po drugiej stronie. Tam mniejszy tłok, więc można było oczekiwać w spokoju na pojawienie się papieża w oknie. Wyszedł, wiwaty, okrzyki, radość, ale niestety nic nie widać. Dzień wcześniej trafiłam w internecie na aplikację „Trwam online”, co okazało się bardzo przydatne właśnie w takim momencie. Po chwili staliśmy z grupą nieznajomych pielgrzymów i oglądaliśmy transmisję przez internet. „Błogosławi” – zauważył ktoś z oglądających, więc uczyniliśmy znak krzyża i rozeszliśmy się, każdy w swoją stronę. Kilka dni później oczekując w salkach w parafii na naszych Włochów oglądaliśmy z wolontariuszami mobilną transmisję ze spotkania z papieżem na Arenie. Franciszku, tym razem nie chcieliśmy odrywać wzroku znad komórki (do czego nas mądrze w innych sytuacjach zachęcasz).

Święty Antoni, znajdź ich samochód

„Nie możemy znaleźć naszego samochodu, zostawiliśmy go gdzieś w drodze z Krakowa na Brzegi i pamiętamy tylko, że obok był jakiś zakład… Chodzimy już którąś godzinę po okolicy i szukamy…” Lało. Podeszliśmy po mój samochód i ruszyliśmy na poszukiwania po okolicznych osiedlach. Mieszkańcy Włocławka nie pamiętali zbyt wielu szczegółów, a i nawet niepewne było, którą drogą jechali, którą potem szli. Święty Antoni (patron rzeczy zgubionych) miał konkretne wyzwanie. Po 45 minutach zwiedzania okolic i spojrzeniu na mapę wreszcie coś zaświtało: „Tam za zakrętem stały autobusy, a dalej była droga do naszego sektora, to musi być tutaj”. Podjechaliśmy kilka kilometrów na miejsce – i oto zza autobusów…wyłoniła się zguba na czterech kółkach.

Ile razy gdzieś jestem i staje przede mną coś, co przekracza moje możliwości, proszę Pana o anioła. Wtedy zwykle pojawia się człowiek i wskazuje drogę, odpowiada na trudne pytania, pomaga coś przenieść, rozwiązać itp. Tym razem sama mogłam stać się dla kogoś takim aniołem. Przyjmujcie czyjąś pomoc i życzliwość bez poczucia, że jesteście mu dłużni. W życiu pojawi się jeszcze wiele sytuacji, w których to wy będziecie komuś potrzebni i w ten sposób będzie można się odwdzięczyć za otrzymane od kogoś innego dobro. Warto być czyimś aniołem!

Co dalej?

Franciszek zostawił nam dużo konkretnych wskazówek (zauważyliście, że wiele swoich przemówień ułożył w konkretne punkty? to tak, jakby chciał pomóc studentom nauczyć się do egzaminu – tutaj do egzaminu z życia). Podczas czuwania na Brzegach pojawiły się zadania, by nieść: wiarę wątpiącym, nadzieję zrezygnowanym, miłość oziębłym, przebaczenie winnym i radość smutnym. Nie trzeba było długo czekać – gdy dzień później w ławce obok siada osoba, która zrobiła dużo zamieszania w Twojej okolicy, niekoniecznie pozytywnego, osoba, której nie darzysz szczególną sympatią, a za pół godziny kapłan powie „przekażcie sobie znak pokoju”, to dostajesz nie mniej, nie więcej, ale właśnie pół godziny na to, żeby przebaczyć i żyć dalej w pokoju. Trudna decyzja, ale jak bardzo zmienia się stan serca, gdy świadomie decydujesz o takim pokoju, a potem komunię ofiarowujesz w intencji tej osoby.

 

Takiego właśnie pokoju na co dzień w sercu, w tym, co robicie, a także daru godzenia się na zmianę planów oraz uważności w patrzeniu i słuchaniu i wrażliwości na drugiego człowieka życzę Wam serdecznie. Z Panem Bogiem!

M.Cz.

PS: Możliwe, że znajdą się osoby, dla których te historie są zwykłe, codzienne. Na pewno w waszym życiu ostatnio miały miejsce wydarzenia, których zwykłymi nie nazwiecie. Poszukajcie ich więc i niech sprawią Wam tyle radości i zachwytu, ile mi sprawił ostatni tydzień!

f t y